Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Katarzyna Lontkowska-Papierz mieszka w Grudziądzu. Krótko po studiach zaczęła pracę w Zespole Szkół Kształcenia Praktycznego w Grubnie. Dała się poznać jako wesoła, optymistycznie nastawiona do życia, pełna sił i możliwości.

Wspierali ją uczniowie i nauczyciele

W 2016 roku jej karierę zawodową przerwała choroba. - 25-letnia Kasia dowiedziała się o glejaku 3 stopnia. W jej głowie wyrósł guz o wielkości 7,5 cm - wspominają jej przyjaciółki. Najpierw były szok i niedowierzanie. Pani Kasia zawzięła się i postanowiła stoczyć bitwę z nowotworem. Po operacji i radioterapii starała się jak najszybciej wrócić do normalnego życia.

W walce z podstępnym przeciwnikiem wspierali ją uczniowie i koledzy po fachu. W grudniu 2016 roku w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Chełmnie odbył się koncert charytatywny dedykowany Katarzynie Lontkowskiej-Papierz. W organizację imprezy, podczas której zbierane były pieniądze na leczenie, włączyły się wszystkie szkoły ponadgimnazjalne z powiatu chełmińskiego.

Została szczęśliwą żoną i mamą

Terapia przyniosła spodziewany efekt. Pani Kasia wyszła za mąż, w ubiegłym roku urodziła córeczkę. Rak wykorzystał czas osłabienia organizmu ciążą i wzmocnił atak. - W najradośniejszym dla kobiety czasie, gdy byłam w pełni szczęśliwa i gotowa do nowych wyzwań, nowotwór [glejak wielopostaciowy 4 stopnia - przyp. red.] znowu uderzył ze swoją niszczycielską siłą - wspomina Katarzyna Lontkowska-Papierz.

- Moja córeczka Kalina nie miała nawet pół roku, gdy dowiedziałam się, że muszę podejść do kolejnej bitwy o moje zdrowie. Tym razem muszę walczyć podwójnie - dla siebie i dla niej - podkreśla.

Została tylko chemioterapia

Przeszła kolejną poważną operację, a po niej kilka cykli chemioterapii. - Glejak nie odpuszcza, ostastni rezonans wskazuje zmiany - mówią koleżanki pani Kasi. - Nie ma już szans na jakąkolwiek interwencję chirurgiczną czy naświetlanie. Została tylko chemioterapia - wyjaśniają.

Potrzebne jest potężne wsparcie układu odpornościowego, za które trzeba płacić. - Leczenie ogromnie obciąża mój organizm - wyznaje pani Kasia. - Po pierwszej chemioterapii okazało się, że lek całkiem zniszczył moje płytki krwi i białe krwinki odpowiedzialne za układ odpornościowy. Trafiłam do szpitala z ryzykiem sepsy. Żeby przetrwać leczenie muszę się wzmacniać, być odporna na skutki uboczne terapii antynowotworowej - tłumaczy.

Chce widzieć, jak dorasta córeczka

Miesięczny koszt leczenia immunologicznego wynosi 3,3 tys. zł. Do tego dochodzą wydatki związane z dojazdami do specjalistów. - Proszę o wsparcie codziennej suplementacji i innych sposobów terapii, z których korzystam. Wierzę, że dzięki Wam będą mogła stanąć do boju o własne życie - podkreśla pani Katarzyna.

- Kasia marzy o tym, żeby wrócić do normalnego życia, do pracy. Chciałaby aktywnie uczestniczyć w życiu rodzinnym, a przede wszystkim w wychowaniu 17-miesięcznej Kalinki. Pragnie widzieć, jak dorasta córeczka - opowiadają jej przyjaciółki.

Koleżanki pani Kasi założyły za jej zgodą internetową zbiórkę pieniędzy na leczenie. Katarzynę Lontkowską-Papierz można wesprzeć za pośrednictwem strony internetowej pomagam.pl.

Dotychczas ponad 400 osób podarowało 24 tys. zł. Cel, to 33 tys. zł.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.